piątek, 28 sierpnia 2015

Capítulo 1

"Gdy jed­nak wszys­tko za­leży od przy­pad­ku, mu­simy te­mu przy­pad­ko­wi zaufać."

 ***
*Violetta*
W życiu można mieć farta, na przykład wtedy gdy dostajemy w rozdaniu dobrą kartę lub wtedy, gdy ktoś pojawia się we właściwym miejscu i właściwym czasie. Do niektórych szczęście trafia samo inni zaś muszą je sobie wywalczyć. Czasem też jest tak, że ludzie pojawiają się w niewłaściwym miejscu i czasie.
- Violu, czy ty w ogóle mnie słuchasz? - przerwała moje przemyślenia mama.
- Co mówiłaś? - zapytałam.
- Mówiłam, żebyś poszła po brata - oderwałam wzrok od wyświetlacza telefonu.
- A nie możesz ty tego zrobić - zapytałam.

Ona nie odpowiedziała. Po chwili zatrzymaliśmy się na podjeździe przed domem Verdasów. Było już ciemno, liście wirowały w powietrzu. Skupiłam na nich wzrok, licząc że za chwilę odezwie się moja mama i powie, że mnie wybawi. Lecz ona nadal nic nie mówiła.
- No mamo proszę, zrób to za mnie - poprosiłam.
- Nie mam ochoty oglądać gówniarskiej imprezy dla dzieciaków ze szkoły średniej, jestem w złym nastroju, a poza tym nie mam ochoty na pogawędkę z Kate, bo na pewno będzie się przechwalać, że Leon dostał stypendium - wytłumaczyła.
Skuliłam się i otworzyłam drzwi samochodu, lekko zadrżałam, bo było chłodno. Szłam po podjeździe wysypanym żwirkiem. Drogę oświetlały małe lampiony i światło wydobywające się z okien.
Nad wejściem na werandę widniej napis: "Gratulacje".
Rodzina Verdasów zawsze lubiła celebrować byle okazję: urodziny, święta narodowe, zakończenie roku szkolnego lub jeszcze jakieś inne. Cała ich rodzina wyglądała na doskonałą, ale nikt nie wie jak jest na prawdę.

Okazją do dzisiejszego świętowania było przyjęcie wydane na cześć najmłodszego syna, Leona, który ukończył szkołę i otrzymał stypendium sportowe futbolisty. Nie mam nic przeciwko tej rodzinie, bardzo często zapraszają moją rodzinę na obiad. Nie lubię imprez. Nie to,  żeby mnie ktokolwiek zapraszał. Nie zdarzyło się tak od szóstej klasy.

Gdy podchodzę do udekorowanej werandy, ze środka wychodzi Ludmila Ferro, trzyma w ręku szklankę. Patrzy na mnie, uśmiecha się szeroko i złośliwie. Już miała mi coś powiedzieć, ale uciekłam w bok.
Zaczęłam się rozglądać, w okół mnie było ciemno, na niebie widnieją tylko gwiazdy i księżyc, ale on nie potrafi wystarczająco oświetlić.
Nagle potykam się o coś ostrego. Upadam na żwir, ale szybko się podnoszę, w końcu rany zewnętrze nie są aż tak bolesne. Strzepuję kamyczki z dłoni i mrugam szybko, czując pieczenie zadrapań. Kieruję się w stronę ogrodu, który znajduję się za domem.
- Gówno mnie to obchodzi, cp próbowałeś, do cholery, zrobić.!- krzyczy mężczyzna - Jesteś pieprzoną katastrofą.
Zatrzymuję się przy basenie. Głosy niosą się z drewnianej altanki, która jest w pobliżu. W wątłym świetle znajdują się dwie postacie. Jedna jest wyższa. Spuszcza głowę i się kuli. Niższa jest grubsza  i stoi na przeciwko pierwszej. Przez chwilę wydawało mi się że jest to pan Verdas i jego najmłodszy syn.
- Przepraszam, ja nie chciałem - mówi Leon.

Przez tylne drzwi słychać głośną muzykę, krzyki i śmiechy, a także brzęk kieliszków. Kieruję się do domu Verdasów.
- Kurwa, nie mów mi że to był wypadek - krzyczy niższy mężczyzna.
Po chwili rozlega się odgłos uderzenia, a następnie trzask. Tak, jakby kości rozpadły się na małe kawałeczki. Odwracam się i kieruję się ku altance. Mężczyzna raz po raz uderza syna. Przez to wszystko robi mi się nie dobrze. Zaczynam biec, nie kontroluję tego co zaraz zrobię. Kiedy już jestem w altance, zaczynam się okropnie trzęś, jestem zdziwiona bo sytuacja wygląda na poważniejszą niż myślałam.
Pan William na zakrwawione dłonie. Leon leży na ziemi. Ma skaleczony policzek i masę krwi na twarzy i koszuli. Obydwaj patrzą się na mnie. Drżącym palcem wskazuję na dom.
- Ktoś pana w salonie szukał - mówię do pana Verdasa.
Mężczyzna bacznie mi się przygląda. Czuję, że ze złością na mnie patrzy, spuszczam wzrok i patrzę na moje poniszczone trampki.
- Kim ty w ogóle jesteś?!
- Violetta Castillo - odpowiadam spokojnie, wyczuwając w oddechu mężczyzny alkohol.
Nadal mi się przygląda, jakby pamiętał moje nazwisko. Bacznie patrzy na mnie od góry do dołu.
- Ach, to ty jesteś córką trenera Germana Castillo - spogląda na swoje dłonie całe w krwi  - Nie chciałem, żeby to się stało. To był wypadek.
Przełykam ślinę, a po chwili odpowiadam:
- W porządku.

Pan William odchodzi w mrok, a ja podchodzę do Leona.
- Wszystko w porządku? - pytam.
- Tak - odpowiada szorstko, a ja kieruję się w stronę domu.
- Czemu to zrobiłaś? - zapytał gdzieś w ciemnościach.
- Zrobiłam, to co każdy zrobiłby na moim miejscu.
Zmarszczył brew.

***
 
Witam wszystkich. <3
No i w końcu jest rozdział pierwszy :)
Średnio mi wyszedł ;cc
Zresztą jak zawsze ;/
No, ale nic ocenę zostawiam wam ;*

Już niedługo szkoła -.-
Szczerze, to mi się tam nie chce iść ;c
Będę się starała dodawać 1 rozdział na tydzień, prawdopodobnie w soboty albo w piątkowe wieczorki *.*
No chyba, że znajdę jakieś luźniejsze dni, to wtedy też postaram się coś wrzucić ;))
Dobrze, to ja się żegnam ;**
Do następnej notki *_*  


5 komentarzy = 2 rozdział
 

19 komentarzy:

  1. AAAAA jakie to słodkie z Vivi strony!
    Ale sie osrał!
    Boi dupa!
    Haha
    No niestety szkoła!
    Nieeeeee
    1 gom. na mie czeka!
    Ja chcę do przedszkola!
    Fajne tam było!
    Zabawki,mleko smakowe po którym wymiotowałeś!
    Zaczepiście!
    Pozdrawiam
    Cysia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja to teraz 2 gim ;/
      Ja też chcę do przedszkola :))
      Haha, pamiętam to mlekoo xdd

      Usuń
  2. Hej :) Bardzo mi się podoba rozdział. Viola taka bohaterka Leona. Mam nadzieje że odwzajemni się jej w jakiś miły sposób. Zaciekawił mnie bardzo opis bohaterów.
    Na pewno zostaje na dłużej ! <3
    Zaprosiłabym Cię do mnie ale to ty u mnie zaprosiłaś do Siebie,
    Do następnego :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, jeśli tylko u ciebie pojawi się coś nowego to na pewno wpadnę :*

      Usuń
  3. cudowny! <3
    czekam na kolejny

    Pozdrawiam i weny :3



    Panna Martin

    OdpowiedzUsuń
  4. świetny rozdział <3
    Wspaniały.
    Violetta ratuje Leonka XDD
    Słodko ^^

    OdpowiedzUsuń
  5. Odpowiedzi
    1. *o* Violka nie che jechać do Verdasa, hmm ;CC
      Nie che iść po brata XDEE Oj, upadek, biedulka.
      Ociec Leona to głupi jest, że bije takiego przystojniaka. Biedny leoś :CCC
      Violka jaka przestraszona, ojejku jak się na nią patrzy.
      Współczuję Leonowi ;c

      Viola się martwi o Leona. Ojj.

      Rozdział cudny ^.^ Będę dalej czytać :))
      Czekam na więcej ;33 Dodawaj 2.! <3

      Pozdrawiam,
      Kinia Verdas ;33

      Usuń
  6. Hejka ;) tak jak prosiłas weszłam ;* Twój blog jest o 100 razy lepszy od mojego <3 boski rozdział <333 Czekam na nexta ;) i mam nadzieje , że będziesz zaglądać na mojego :) Obserwuje :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Średnio? Średnio ja się pytam???
    To jest genialne! Jezu, V taka bohaterka ^^
    Zawsze i wszędzie tam gdzie Leon, żeby go uratować.
    No i mamy sprawcę. Pan Verdas bije swojego syna :c
    Smutam :c
    Chce więcej. Marlenka, nie każ mi czekać :c
    Powiedz ze masz już coś napisane c:
    Kocham ♡
    Buziaki :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha, tak mam napisane :))
      Ale dodam w piątek, albo trochę wcześniej ;**
      Dziękuję kochana ♥♥♥

      Usuń
  8. No witaj kochana! <3
    No rozdzialik wyszedł ci mega! <3
    Viola zachowała się super!
    Ten tata Leona...nie za piękny :D
    Czekam szybko na kolejny rozdział! <3

    OdpowiedzUsuń